Positano to jedna z perełek Wybrzeża Amalfi.

Tak jak w przypadku Capri do Positano można dotrzeć drogą wodną bezpośredni z portu w Neapolu. My jednak wzięliśmy pociąg z Neapolu do Salermo i z Salermo przesiadaliśmy się w autokar za który zapłaciliśmy jedyne 2 euro.

Jak duże było nasze zdziwienie gdy okazało się, że podróż autokarem będzie trwać jedyne 3 godziny. Jest to trasa dla ludzi o stalowych nerwach ponieważ autokar jedzie przez cały czas po stromych półkach wybrzeża Amalfi.

Podróż jest jednak warta stresu ponieważ widoki towarzyszące nam podczas podnóży są niezapomniane. Odrobina wina i wszystko jest do przeżycia.

Co najważniejsze, dzięki podróży busem zwiedziliśmy przepiękne i malownicze miasteczko Amafi.

Gdy tu docierasz do Positano, niezależnie czy w dzień czy późnym wieczorem, pierwsze wrażenie jest imponujące.

To idealne miejsce na beztroski relaks.

W samym miasteczku nie ma wiele do zwiedzania, a życie toczy się powolnym rytmem.

By dojść do plaży musimy przejść się serią krętych uliczek na których napotkamy na niezliczoną ilość sklepików z biżuterią, porcelaną, pamiątkami w tematyce cytrynowej czy zakładami gdzie na miejscu i na wymiar panowie rzemieślnicy wykonają nam niepowtarzalną parę letnich sandałków.

Niewielkie restauracyjki ze stolikami na zewnątrz kuszą, by usiąść i rozkoszować się włoskimi przysmakami.

Warto wcześniej zrobić rezerwację, bo najpiękniejsze oraz najsmaczniejsze miejsca są mocno oblegane i czasem ciężko o stolik.

My zjedliśmy w restauracji nad samą plażą Chez Black.

Jest ona utrzymana w marynistycznym stylu i ozdobiona złotymi śrubami od łodzi.

Cała przypomina pokład starej łajby, a menu jest zdecydowanie śródziemnomorskie.

My zamówiliśmy pastę z owocami morza i śmiało mogę stwierdzić, że była to jedna z lepszych jakie jadłam w życiu.

Tutejsze okolice słyną też z gigantycznych cytryn, a co za tym idzie z cytrynowego likieru limoncello oraz idealnej na upały, orzeźwiającej granita di limone, sprzedawanej na stoisku niedaleko plaży.

Co roku pod koniec września, na nieco oddalonej od centrum plaży Fornillo, odbywa się Festa di Pesce, czyli święto wszystkich amatorów ryb i owoców morza.

Plaża w miasteczku jest niewielka i urocza.

Na pewno pamiętacie scenę z filmu Utalentowany Pan Ripley.

Piasek na tej plaży jest na prawdę aż tak gorący.

Na pomoście można wypożyczyć sobie małą łódeczkę i popływać po lazurowym morzu.

Na kolację poszliśmy do ozdobionej koralowcami restauracji  Bucca di Bacco.

O ile wystrój jest niesamowity jedzenie już nie tak bardzo.

Zamówiliśmy dwa rodzaje risotta, jedno z grzybami, a drugie to najsłynniejsze cytrynowe.

Niestety nie dojedliśmy naszych dań.

Miejmy nadziej, że jedzenie nie zawsze tak tam smakuje, a kucharz miał po prostu słabszy moment.

 

 

 

 

 

 

Sorrento
Capri